Pionierski zabieg in vitro w Warszawie

Mężczyzna był niepłodny - w jego nasieniu nie było plemników, a metody możliwe do wykonania w Polsce nie mogły mu pomóc. Ale teraz zostanie tatą. W warszawskiej klinice nOvum przeprowadzono pionierski i udany zabieg in vitro.

Rozmowa z dr Katarzyną Kozioł z Kliniki Leczenia Niepłodności "nOvum" w Warszawie.

Margit Kossobudzka: - Pani doktor, macie dziś wielkie święto. Coś się u was urodziło?

Dr Katarzyna Kozioł: - Jeszcze nie (śmiech), ale się urodzi. Dziś oficjalnie Potwierdziliśmy ciążę u pary, która od dawna starała się o dziecko. Jak dotąd bezskutecznie.

Dlaczego?

- Ponieważ mężczyzna był niepłodny, w jego nasieniu nie było plemników. A metody możliwe do wykonania w Polsce nie były w stanie mu pomóc. Nam się udało, bo po raz pierwszy zastosowaliśmy najnowocześniejszą technikę. Pobraliśmy plemniki bezpośrednio z jądra przyszłego taty.

Ale przecież takie zabiegi polegające na biopsji plemników z jąder wykonuje się u nas od dawna?

- Wykonuje się tzw. biopsje na ślepo. Polega to na tym, że nakłuwamy jądra igłą, oczywiście w znieczuleniu ogólnym, w różnych miejscach i pobieramy z nich materiał, w którym mogą znajdować się żywe, zdolne do zapłodnienia plemniki. Tak się robi tylko wtedy, gdy istnieją medyczne przesłanki, że proces tworzenia plemników w jądrach (tzw. spermatogeneza) jestzachowany. Nie wydostają się z nasieniem na zewnątrz, ale wiemy, że w ogóle są. Biopsja nazywa się ślepą, ponieważ lekarz pobiera materiał trochę na chybił trafił.

Jaką skuteczność mają takie zabiegi?

- Niepłodność męska to około 50 proc. wszystkich problemów z płodnością pary. Zatem trudności związane z poczęciem dziecka rozkładają się mniej więcej po równo. Tyle samo jest problemów po stronie kobiet, co mężczyzn. Około 8 proc. panów mających kłopot z niepłodnością nie ma plemników w nasieniu. Jeszcze nie tak dawno nie mogli zostać biologicznymi ojcami, mogli tylko skorzystać z nasienia oddawców. Pierwszą biopsję na ślepo wykonaliśmy w 1996 roku. Jej skuteczność jest wysoka, średnio w połowie przypadków udaje się uzyskać w ten sposób zdrowe plemniki, ale w połowie nie. Nowa metoda jest właśnie dla takich mężczyzn.

Na czym ona polega?

- Jest to również biopsja jądra, ale wykonywana pod mikroskopem operacyjnym. Lekarz wyłaniajądro z worka mosznowego i szuka miejsc, które "dobrze wyglądają". Takich, gdzie po prostu widać, że trwa produkcja plemników. Bo są one choćby lepiej unaczynione i dobrze widoczne kanaliki nasienne Dopiero z tak dokładnie wybranego miejsca pobiera się fragmenty tkanki i w nich szuka plemników.

Rozumiem, że szansa na znalezienie zdrowego plemnika wzrasta. O ile?

- Można pomóc 60 proc. mężczyzn, u których biopsja ślepa się nie powiodła. To ratunek dla tych, którzy nie mieli już szans na własne dziecko.

To pierwszy taki zabieg w Polsce?

- Tak, dołączamy do światowej elity. Takie zabiegi są od kilku lat wykonywane na świecie, choćby w Turcji czy w Niemczech. Przodują w nich oczywiście Amerykanie.

Czego nam brakowało, sprzętu?

- Sprzęt jest znany. To mikroskop operacyjny wykorzystywany przez lekarzy innych specjalności, np. okulistów. Brakowało nam techniki. Jednak nasi androlodzy pod kierunkiem dr Wolskiego opanowali perfekcyjnie nową metodę, czego dowodem jest tak oczekiwana przez parę ciąża.

Długo starali się o dziecko?

- Długo. Przeszli wcześniej cztery zabiegi in vitro. Tata ma 35 lat, trzy razy wykonywano u niego ślepą biopsję, ale nie udało się doprowadzić dociąży. Potem było coraz gorzej, izolowane plemniki były nieruchome.

Mama nie ma kłopotów z płodnością?

- To zdrowa, młoda kobieta. Ma silne komórki jajowe. Udało się zapłodnić trzy jajeczka, rozwinęły się trzy zarodki. Ciąża jest pojedyncza, ma sześć tygodni. Dziś i my i rodzice zobaczyliśmy bijące serduszko. Oczywiście, zawsze jak i w przypadku normalnej ciąży coś może pójść nie tak, ale mamy wszelkie przesłanki do tego, by za dziewięć miesięcy witać na świecie zdrowego malucha.

No właśnie, nie macie obaw, że skoro plemniki taty były słabe, to dziecko może mieć jakieś wady? Że zarzucą wam, że skoro natura sama nie chce, to wie co robi i po co sztucznie ją zmuszać?

- Trudno dyskutować z taką postawą. Oczywiście, kiedy po raz pierwszy metody in vitro weszły do naukowego świata niepokojono się o to, czy tak poczęte dzieci urodzą się zdrowe. Jednak badania tych dzieci w żaden sposób nie potwierdzają, że techniki in vitro powodują jakieś uszkodzenia. Zauważono, że jest minimalny wzrost drobnych wad typu spodziectwo czy niestąpienie jąder u chłopców, ale jak zaczęto dochodzić przyczyn, to okazało się, że nie wynikają one z zastosowania techniki, lecz są związane z niepłodnością ojca. Z czymś w jego genach.

Można więc postawić tezę, że takie dzieci nie powinny się rodzić. Ale po pierwsze, te wady nie mają żadnych poważnych następstw - można je skorygować podczas niewielkiego zabiegu. Po drugie, jest ich naprawdę tylko nieznacznie więcej niż u dzieci poczętych normalnie.

Wreszcie, to jest metoda leczenia. Jeśli chcemy zdać się wyłącznie na naturalną selekcję, to proszę bardzo, przestańmy leczyć ludzi, niech słabsi odpadną. Dziś skutecznie ratuje się np. noworodki z wrodzonymi wadami serca, których przyczyny są genetyczne. Godzimy się na to, że ich potomstwo w przyszłości też będzie tę wadę miało. To co, mamy nie ratować tych dzieci?

To prawda, że w konsekwencji społeczeństwo niejako staje się słabsze, ale kompensuje to rozwijająca się wciąż medycyna. Wiele chorób można korygować, i bardzo skutecznie leczyć. Niepłodność też.

Jaka jest szansa na zdrową ciążę przy zastosowaniu biopsji spod mikroskopu?

- Duża. Gdy znajdziemy dobre plemniki, które zapłodnią komórki jajowe, szansa wynosi 40-50 proc. Szczególnie, gdy matka jest zdrowa, młoda. Tak naprawdę przy poczęciu najważniejsza jest komórka jajowa. Plemnik jedynie dostarcza materiału genetycznego, i w tym jego rola jest ogromna, ale zaraz potem to jajo przejmuje stery. Dobra komórka jajowa może zrekompensować fakt, że plemnik był osłabiony, może nawet naprawić pewne jego błędy.

Oceniacie, czy plemnik jest zdrowy przez zabiegiem?

- Sprawdzamy profil genetyczny pacjenta. To znaczy, sprawdzamy, czy nie jest nosicielem wady genetycznej. Samego plemnika nie da się zbadać wcześniej, bo zniszczylibyśmy go. A tu liczy się każda sztuka. Podczas zabiegu nieraz udaje się pobrać tylko 5-6 zdrowych plemników. Normalnie do jajeczka płyną ich miliony.

Są zapewne choroby genetyczne, które powodują niepłodność.

- Oczywiście, np. mukowiscydoza. Nawet osoba, która nie ma jej objawów, ale jest nosicielem wadliwego genu, może mieć niedrożne nasieniowodyi co powoduje, że plemników nie ma w nasieniu.

Jak długo trwa zabieg biopsji z użyciem mikroskopu?

To jest mała operacja w znieczuleniu ogólnym. Trwa jednak dość długo, bo około trzech godzin. Jednak to nadal tzw. chirurgia jednego dnia. Po zabiegu pacjent może iść do domu.

Na sali operacyjnej czekają laborantki z in vitro i od razu odpowiednio zabezpieczają próbki. Najczęściej po odpowiednim przygotowaniu natychmiast je zamrażają. Potem pojedyncze fragmenty tkanki są rozmrażane partiami i wypreparowuje się z nich plemniki. Robi się tak, by przyszła mama była odpowiednio przygotowana do zabiegu In vitro a stymulację hormonalna rozpoczyna się dopiero wtedy gdy potwierdzimy, że w pobranych fragmentach jądra przyszłego taty są plemniki ,. Zapasy tkanki z plemnikami czekają też zamrożone, gdyby trzeba było powtórzyć zapłodnienie lub gdyby para chciała mieć kolejne dziecko.

Kiedy wiadomo, że się udało?

W zasadzie już po dwóch tygodniach od wszczepienia zarodka do macicy. Ale lepiej poczekać, do czasu aż da się potwierdzić czynność serca malucha.

To, co się urodzi, chłopiec czy dziewczynka?

- Jeszcze za wcześnie, by to wiedzieć. Ale radość i pacjentów i całego zespołu z naszym andrologiem dr Wolskim na czele jest ogromna.


neomedica poznan

Strona używa cookies (ciasteczek). Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. X
neomedica fanpage
neomedica kanał youtube
neomedica blog
neomedica neobeauty